#38 Neil Gaiman - Księga cmentarna

listopada 15, 2017



Życie na cmentarzu? Nie, dziękuję. Życie na cmentarzu, na którym mieszkał Nik? Znacznie ciekawsza przygoda. 

Postawiłam sobie za punkt honoru przeczytać wszystkie książki Neila Gaimana. Jak na razie idzie mi całkiem nieźle, bo mam już za sobą cztery pozycje. I każda jest oryginalna, na swój własny sposób. Tym razem padło na "Księgę cmentarną", historię chłopca, którego rodzina została zamordowana, a on - całkiem żywy - trafił na pobliski cmentarz, gdzie jego mieszkańcy - całkiem martwi - zgadzają się sprawować nad nim opiekę. Nik dorasta więc w chyba najmniej sprzyjającym wychowaniu dziecka, ale tylko tam jest bezpieczny, bo ten, kto zabił jego bliskich, nie spocznie, póki nie pozbędzie się ostatniego żyjącego z rodziny. Chłopiec dorasta więc wśród duchów, których świat wydaje się niezmiernie ciekawy.

Już przy okazji recenzji "Koraliny" pisałam, że styl Gaimana jest jedyny i niepowtarzalny, przez co od razu można rozpoznać, że mamy do czynienia z jego dziełem. W "Księdze cmentarnej" zawarte jest wszystko, co wyróżnia pisarza: mroczny klimat, atmosfera czarno-białych filmów, nierzadko groza pomieszana z dobrym humorem. Gaiman w czystym wydaniu.

Nie wiem jaki cel przyświecał pisarzowi podczas pisania książki i czy miał znaczenie fakt, że czytałam ją w listopadzie, czyli miesiącu, w którym częściej odwiedza się cmentarze i częściej wspomina zmarłych, ale pomyślałam, że ta lektura idealnie nadaje się do oswajania dzieci z tematem miejsca, które z oczywistych względów wymaga powagi. Gaiman pokazał, że cmentarz nie musi budzić strachu i choć opisy przygód Nika mogą wywołać w dzieciach lekkie drżenie, jest to pozycja, która może pokazać jak ważne jest odwiedzanie tak ponurego, wydawałoby się miejsca. Zwłaszcza, że dla Nika Owensa to właśnie cmentarz był najbezpieczniejszy i dopiero za jego murami czekało zło.

Ale to nie jest tylko książka dla dzieci. Każdy, bez względu na wiek może zatopić się w historii, gdzie rządzą duchy, ciemne moce, wiedźmy i strachy, a zjawy opiekują się dzieckiem zapewniając mu wszystko, czego potrzebuje - nie tylko jedzenia czy ubioru, ciekawych opowieści również. Samo rozstrzygnięcie historii jest opisane bardzo plastycznie, wykorzystany jest chyba każdy bohater, który pojawił się wcześniej, przez co nie ma się wrażenie, że o kimś autor pisał na siłę. Zakończenie też daje sporo do myślenia.

Neil Gaiman świetnie przedstawił zmarłych. Mają oni swoje wady i zalety, dobre strony i przywary. Zachowują się normalnie i prowadząc nocny tryb egzystencji (słowo "życia" jakoś mi to nie pasowało) niewiele różnią się od tych, którzy mieszkają za murami cmentarza - też mają swoje sprawy do załatwienia. Jedyne czym dysponują w przeciwieństwie do żywych, to nieograniczonym zasobem czasu.

I ogromny plus Gaimanowi należy się za wspomnienie Krakowa. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze cieszę się, kiedy zagraniczni autorzy wspominają nasz kraj albo wplatają w fabułę Polaków. Naprawdę przyjemnie się wówczas czyta.

"Księga cmentarna" to doskonały przykład na to, że nie ma tematów dziwnych czy absurdalnych, których nie dałoby się opisać. Z tą myślą Was zostawiam i idę czytać "Nigdziebądź".  



You Might Also Like

0 komentarze

Google+ Followers

Szukaj na tym blogu

Like us on Facebook

Flickr Images